Bloog Wirtualna Polska
Są 1 267 962 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Część pierwsza.

wtorek, 22 marca 2011 21:15

Prologos.

 Zastanawiam się czasem jak minie dzień, który właśnie się otworzył wraz z moimi oczyma, nie snuje planów nie zagłębiam się w przypuszczenia, nie wróżę i nie wieszczę - zwyczajnie z braku ochoty by wstać myślę nad tym co wydarzy się na pewno a co wydarzyć się może. Ten poranek nie różnił się niczym szczególnym, moje życie jak małe zwierzątko wyrobiło sobie nawyki, to nie tak, że ja mam nawyki choć to oczywiste, tu chodzi o moje życie, ono instynktownie budzi mnie i złości chociażby tym, że słońce jeszcze nie wstało, że jest mi zimno, że nie pamiętam snu. Wstałem rozzłoszczony, zaczął się dzień z serii którą nazywam "dni - muszę", to dość ciekawy serial w którym "muszę" zrobić wiele rzeczy. Muszę stosownie wyglądać, muszę się ogolić, muszę wypić kawę, zapalić papierosa, muszę się uczyć, muszę być miły na siłę, muszę poprawić oceny, muszę się uśmiechać, muszę, muszę, muszę... ten wyraz mnie śmieszy, tak jak każdy kolejny odcinek "dni - muszę", tak bardzo zagłębiłem się w tym śmiechu, że nie pamiętam już czy istnieją dni " nie - muszę ", może nigdy ich nie było?

 

Idąc ulicą zawsze rozkładam jakąś myśł na czynniki pierwsze, zauważyłem, że więcej myślę, lepiej się uczę, zapamiętuje i dostrzegam gdy jestem w ruchu, to raczej irytujące. Samochody, niektóre rozpoznaje, to ta monotonność życia doprowadza ludzi do szaleństwa, droga którą chodzę do szkoły musi być codziennie inna, nigdy też nie wracam tą samą trasą tak dla urozmaicenia, czy te drobnostki czynią ze mnie osobę skomplikowaną, dziwną? Mijam znajomych mi ludzi, blondyna którego imienia nie pamiętam spotykam we wtorki i czwartki gdy idę przez ulicę, witam się z nim, panią Ewę z mojej kamienicy widuję gdy idę przez miejski rynek, to wszystko takie przewidywalne, że ciesze się gdy przejde całą drogę do szkoły bez mówienia komuś "cześć" lub "witam". Świat jest piękny, natura uformowała go w ten sposób, że trudno mi pojąć jak można być smutnym żyjąc w tak pięknym miejscu, ale niektórzy ludzie, miejsca i konteksty sprawiają, że widzę tą rzeczywistość zbyt kolorowo - w czternastu odcieniach szarości.

 

         Nie jestem najlepszym psychoanalitykiem dla samego siebie, ale nie trzeba mieć dyplomu by wiedzieć, że od momentu w którym przekraczam mury szkoły zmieniam się całkowicie, może to ta społeczność na mnie tak działa? To wieczne uczucie przymusu, wymagań jakie mi stawiają powoduje, że się buntuje w sposób który tylko JA mogę uznać za bunt, nikt inny tego nie dostrzega. Przełamuje swoje bariery i zaczynam się zachowywać w sposób którego się brzydzę, wszystko działa tak jak na wojnie, klasy i korytarz są frontem na którym muszę być aktywny, frontem który znam ale na którym nie znam siebie, moimi okopami są ludzie których znam dobrze a oni znają mnie, to przy nich na krótkie chwile staje się właściwym sobą, jestem bezpieczny ale wiem, że nie przeżyję zbyt długo w okopach i muszę wyjść na otwarte pole. Patetyzm tego porównania mnie odstrasza, powoduje jeszcze głębszą introspekcję w moje zachowanie. Wracając do sedna, ten dzień był podobny do innych, poniedziałkowy dzwonek na pierwszą lekcję zmył wszelkie nadzieje na to, że jakaś eksplozja obok budynku liceum spowoduje zamknięcie tej nory, wchodząc do klasy wyłączyłem wyobraźnie, wyzbyłem się wszelkich instynktów które mówiły mi bym za wszelką cene się stąd wydostał. Usiadłem w pierwszej ławce bo paradoksalnie lubie siedzieć blisko nauczyciela, obserwować jak mówi, jak pracuje i czy wierzy w to co mówi, zawsze mam nadzieję na to, że poruszy mu się powieka, uśmiechnie się ironicznie gdy mówi o tylu bezużytecznych sprawach, tylu regułkach i statystykach ale on w to wszystko wierzy, widzi w tym sens. Cóż za Babilon! To mnie oburza i sprawia, że...

 

- Naklicki?!

 

... tracę wiarę w dorosłych poważnych ludzi...

 

- Naklicki obecny?

 

... powinni zastanowić się nad tym czego nas uczą, bo póki co nie potrafię nawet jednoznacznie stwierdzić...

- Lucjusz!

 

- Tak, tak jestem Panie Profesorze.

 

- Obudź się w końcu. Wiśniewski, Strauss, Mali...

 

... znów wybił mnie z rytmu, myśli mają własny rytm i to przecież oczywiste, że można go zakłócić, chyba o tym nie słyszał. Lucjusz, tak to ja, tak poważnie a zarazem śmiesznie, Lucjusz Naklicki, ciekawa nazwa dla człowieka, lecz jak naprawdę się nazywam? Gdy już mnie nie będzie, gdy zostanie tylko moje ciało to jaki napis będzie widniał na nagrobku? Lucjusz Naklicki - to oczywiste, takie imię będzie nosić moje ciało, ale jak nazywać się będzie reszta? Cokolwiek jest tą resztą, właśnie teraz ma milion pomysłów i chęci na coś zupełnie innego od tego co robi ciało. Ja chyba... powinienem widzieć rzeczy takimi jakie naprawde są a nie takimi jakie się wydają...

 

"Ciąg dalszy nastąpi." - Powiedział Irving na łożu śmierci, ja też tak mówię. C.D.N.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (5) | dodaj komentarz

Monochromatyczność.

czwartek, 23 grudnia 2010 5:28

Witam serdecznie, jestem wdzięczny za czas jaki poświęcacie na czytanie moich tekstów.

 

 Mimo tego, że wstawianie ich nie ma nic wspólnego ze systematycznością i konsekwencją to zawsze znajdą się osoby które chętnie przeczytają te niepoukładane w czasie i przestrzeni myśli, wiersze czy opowiadania.

 Świadomość tego daje niezłego kopa w ambicję i podnosi na duchu, dlatego staram się być odpowiedzialny co nigdy mi nie wychodzi i publikować teksty obiektywne, trafiające do wszystkich, tym razem nawet to nie wyszło, ale to przecież mój bloog ; ) .

 

 

Jeszcze raz dziękuję i zapraszam do czytania.  ( Dla jasności, najpierw lewa strona, potem prawa i środek )

 

 

Nasze życie jest podróżą,                                                              Nasza miłość jest podróżą,
którą zaczął płacz i wrzask.                                                           drogą pełną ludzkich łask.
Czemu się Twe oczy mrużą,                                                         Ciemne dni już mnie nie nużą,
kiedy widzą jasny blask?                                                               są przyćmione przez Twój blask.

Czyżby to tęsknota duszy,                                                              Czyżby to tęsknota duszy,
która jeszcze kocha mrok?                                                            wyostrzyła nagle wzrok?
Która z posad Świat poruszy,                                                        Dała moc, by kamień skruszyć,
by w ciemności zrobić krok.                                                           razem stawiać każdy krok.

Może mamy tak od zawsze,                                                           Może mamy tak od zawsze,
żeby poznać drugą stronę                                                              że pomagasz kiedy tonę
lub sądzimy, że ciekawsze                                                             lub kolory widzisz żywsze,
czarne jest, niż wybielone?                                                            gdy ja widzę wybielone?

Głupcem jednak jest ten który,                                                     Głupcem jednak jest ten który,
dzieli Świat na części dwie.                                                           chciałby kiedyś zranić Cię.
Taki stawia sobie mury,                                                                 Czekałby go los ponury,
taki musi skończyć źle.                                                                   taki musi skończyć źle.

 

 

 

                                                Nie ma czerni, nie ma bieli,
                                                   

                                                   wyparował podział zły
                                               

                                              w Świecie który się nie dzieli,
                                               

                                                  odkąd cały Świat to MY.

 

 

Dla Patrycji.                                                                                                                              K`P

 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (7) | dodaj komentarz

Damien Rice - 9 Crimes

czwartek, 02 grudnia 2010 12:41

Lisa: Leave me out with the waste
This is not what I do
It's the wrong kind of place
To be thinking of you
It's the wrong time
For somebody new
It's a small crime
And I've got no excuse

Lisa: Is that alright?yeah.
Give my gun away when it's loaded
Is that alright?yeah.
If you don't shoot it how am I supposed to hold it
Is that alright?yeah.
Give my gun away when it's loaded
Is that alright?yeah
With you...

Damien: Leave me out with the waste
This is not what I do
It's the wrong kind of space
To be cheating on you
It's the wrong time
She's pulling me through
It's a small crime
And I've got no excuse

Damien: Is that alright with you?
Give my gun away (Lisa: Is that alright? Yeah.)when it's loaded

Is that alright with you?
If you don't shoot it how (Lisa: Is that alright? Yeah. ) am I supposed to hold it
Is that alright with you?
Give my gun away (Lisa: Is that alright? Yeah. ) when it's loaded
Is that alright
Is that alright with you?

Damien: Is that alright, yeah?
Give my gun away (Lisa: Is that alright? Yeah. ) when it's loaded
Is that alright with you?
If you don't shoot it how (Lisa: Is that alright? Yeah. ) am I supposed to hold it
Is that alright with you?
Give my gun away (Lisa: Is that alright? Yeah. ) when it's loaded
Is that alright
Is that alright with you?

(Slight Overlap..)
Damien: Is that alright, yeah?
Lisa: Give my gun away when it's loaded
Damien: Is that alright, yeah?
Lisa: If you don't shoot it how am I supposed to hold it
Damien: Is that alright, yeah?
Lisa: Give my gun away when it's loaded
Damien: Is that alright, is that alright?

D & L: Is that alright with you?

Damien: No...

 

http://www.youtube.com/watch?v=cgqOSCgc8xc&feature=related


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Po przerwie.

niedziela, 28 listopada 2010 19:15

Mello pisał: To, co dla jednego jest pożywieniem, jest trucizną dla drugiego. Słońce, które orłowi pozwala widzieć, oślepia sowę.

 

"Trucizna"

Niespokojnie biegną myśli,
Gdzieś po świecie niepotrzebnym.
Pora już zakończyć wyścig,
Lub jak wszyscy stać się biednym.

Życie jakoś takie lżejsze,
Wciąż banalne z dnia na dzień.
Światła w głowie coraz mniejsze,
Coraz dłuższy rośnie cień.

Mówią: "Piszesz smutne wiersze,
Gdzie jest radość w Twoich słowach?".
Ja zatrute pióro dzierżę,
Więc zatruta moja mowa.

Sącze z palców czystą prawdę,
Przed nią nic się nie uchowa!
Życie jednak jest zabawne,
Nowy dzień i prawda nowa.

W jakim rytmie stawiać kroki?
Jakie przygotować buty?
Moja podróż poprzez mroki,
Poprzez rozum mój zatruty.



Najstraszliwsza prawda z wszystkich prawd to fakt iż każdego dnia prawda może wydać nam się odrobinę inna, każdy człowiek może pojmować ją inaczej i tak co dla niektórych będzie prawdą, dla innych wyglądać będzie jak kłamstwo. Co za prawa rządzą tym światem skoro nawet prawda może być względna?
Punktem odniesienia mojego świata, okazuje się mój zatruty umysł, doznania i odczucia, uczucia wreszcie.
Jak jednak można jednoznacznie powiedzieć, że coś jest zatrute, skoro tkwi w nas od początku?
Uczucia i myśli to nie jabłka, nie da się rozróżnić tych dobrych od złych, przez ten mankament często się gubimy. Chciałbym, żeby świat spowiły drogowskazy, ale czy ludzie byli by na tyle mądrzy by się ich słuchać? Czy ich własna pycha nie zepchnęła by ich kroków na błędny tor? To nie jest tak, że rodzimy się z misją, to nie tak, że sami ją sobie znajdujemy. W miarę upływu dni. miesięcy i lat, misja sama nas spotyka, kładzie się nam pod nogi i spogląda błagalnym wzrokiem. Czy każdy jest w stanie podjąć decyzję? Mam nadzieję, że gdy na mnie przyjdzie czas to podołam swoim własnym wymaganiom, choć jak zwykle, przerastają one moje możliwości.

Czy żyję w prawdzie? - Nawet jeśli, to znajdą się tacy co nazwą mnie łgarzem.
Czy mam jakąś misję? - Nawet jeśli, to ta właściwa w końcu mnie dopadnie.
Czy mój umysł jest zatruty? - Nawet jeśli, to dla niektórych może okazać się lekarstwem.

Szukając prawdy, nie potknijcie się o kłamstwa.
Budując coś na gruzach, pamiętajcie, że to może być nietrwałe.
Starajcie się nie zatruć, nawet jeśli przyszło wam chodzić po przegniłym świecie.
To co może nas uratować, nie pochodzi z kosmosu, nie jest tworem wyobraźni ani obiektem kultu czy religii.
To tkwi w nas, nawet jeśli bardzo głęboko, to jest to jedyna zdrowa tkanka naszego umysłu, dająca nadzieję na lepsze jutro.

Kolejny raz potwierdziła się moja nikła skłonność do systematyczności, sam już nie wiem czy nad tym ubolewać, czy się z tym pogodzić.
Nasze własne wady mają to do siebie, że prędzej czy później, po wielu nieudanych próbach ich zwalczania, godzimy się z nimi bo w przeciwnym wypadku musieli byśmy odrzucić siebie.

Minął październik a za nim listopad, moje osiemnaste urodziny które teoretycznie powinny być wydarzeniem przełomowym okazały się farsą, jak możńa być aż tak naiwnym by wierzyć, że z dnia na dzień zmieni się nasze podejście do świata, nasze spojrzenie, ocena, zachowanie? Lepiej nie ufać datom, cyferki jednak mogą kłamać jeśli wiecie o co mi chodzi.



                                                                                                                                                                                                                                         K`P


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Zanim sekunda minie, biegnij wraz ze mną!

czwartek, 16 września 2010 2:59
Pośród wysokich drzew, lasu świadomości szedł kiedyś zagubiony młody człowiek.
Zastanawiał się, jak to możliwe, że tyle ludzkich myśli, cierpień, radości i zasad wyrasta prosto z zimnej ziemi. Odpowiedź była dla niego priorytetem, musiał znać powód, musiał znać sens. Postanowił zapytać się o drogę starca który stał w cieniu drzew.
- Dokąd mam iść? - zapytał nieśmiało.

- Raczej, jak masz spojrzeć, żeby odszukać właściwą drogę chłopcze.

To zdanie uderzyło chłopca, zaintrygowało go i poruszyło w nim nadzieję, że taki człowiek jak ten stojący tu przed nim może znać odpowiedź na nurtujące go pytania.

- Jeśli chcesz odszukać właściwą dla siebie drogę, połóż się na ziemię, spójrz z tej perspektywy ponad drzewa świadomości, przypatrz się gwiazdom i planetom a potem podziękuj, że żyjesz. Gdy będziesz w stanie to zrobić, to znak, że odszukałeś to za czym goniłeś przez całe życie. To znak, że masz odpowiedź. - powiedział i położył się u stóp wielkiego drzewa i patrzył między gwiazdy.

- Ale mam jeszcze mnóstwo pytań, poza tym nie potrafię szczerze zrobić tego o czym mówiłeś. Ta ziemia to pasmo cierpień, przetykane naszą świadomością lub nieświadomością.

- Mylisz się młody człowieku, to tylko jedno ze spojrzeń na nasze życie. Nie bądź płytki jak mała kałuża po wiosennym deszczu, postaraj się wejrzeć w to głębiej. Odejść lub odlecieć od tego miejsca swoją świadomością, na tyle daleko byś został sam ze swoimi myślami. - odpowiedział starzec.

- Głębiej? - zastanowił się chwilę - Nie mogę patrzeć na to inaczej, skoro to co widzę jest tak jednoznaczne. Po co ja tu jestem? Czemu wciąż się gubię i nie mogę dostrzec różnicy?

- To co widzisz to dzieło natury chłopcze, po co tu jesteś? Natura stworzyła także Ciebie, jednak zwróć uwagę, że zostałeś wyróżniony, potrafisz widzieć i oceniać, wzrokiem podziwiać piękno dookoła. Potrafisz powąchać ten las i znaleźć w tym zapachu ukojenie. Potrafisz dotknąć uginającej się pod wiatrem trawy, poczuć ją. Umiesz smakować to co daje Ci natura, czerpiesz z tego przyjemność. To wszystko dała Ci, tylko po to, żebyś mogł ją podziwiać.

- Czy to możliwe, że tylko po to tu jestem? - zapytał zawiedzionym głosem - Tylko po to by podziwiać ten świat?

- Tak, dla większości ludzi to wystarczy, to zaspokaja ich świadomość. Lecz dla Ciebie to za mało, ty pragniesz czegoś wiecej, chcesz znać wszystkie odpowiedzi. Ten świat jest dla Ciebie wszystkim, oderwij się od tego na chwilę. Z daleka jest on mały i nic nie znaczący, jak ziarnko piasku tkwiące gdzieś na pustyni. My ludzie, żyjemy na tym ziarnku, mamy uczucia, mamy instynkt, wyobraźnię, cierpienie i szczęście. W tej nikłej i nic nie znaczącej sekundzie czasu jaką jest nasze istnienie, poznajemy tyle rzeczy, uczymy się tak wile i tak wiele czujemy. Czy to nie szczęście, że padło właśnie na nas? Czy to nie jest cudowny przypadek?

- Masz rację, ale dlaczego jest tak, że częściej to życie na tej planecie jest męką niż błogosławieństwem?

- Bo nie potrafisz spojrzeć na to obiektywnie synu, jedyne co musisz zrobić aby poznać swoje odpowiedzi to zacząć doceniać to dzieło przypadku, dzięki któremu tu jesteś i możesz zadawać pytania. Musisz docenić to co Cię spotyka, może czasem to jest szalone, są dobre chwile i złe chwile, oraz wszystko pomiędzy nimi. Musisz jednak nauczyć się wyciągać z tego to co najlepsze. Zawsze widzieć drugą stronę medalu, drugi koniec sznurka na którym wisi przeciwność losu.

- Los jest niesprawiedliwy starcze, jedni są karani przez niego a drudzy wywyższani... - stwierdził ze smutkiem.

- Mylisz się! - wykrzyknął oburzony siwobrody człowiek. - Jest w tym wszechświecie coś co jeszcze musisz dodać do swych odpowiedzi, coś co odkryłem niedawno już u kresu mojego życia. To element który wszystko spaja i nadaje sensu naszemu istnieniu. Poprzez Twoje zmysły, poprzez Twój rozum i poprzez Twoją świadomość możesz już ruszyć w dalszą podróż, ale nadal na drodze spotkasz przeszkody i nadal narazisz się na zwątpienie chłopcze.

- Jakiej więc odpowiedzi potrzebuję, żeby iść we właściwym kierunku? Jakiej świadomości mi brak, jakiego jej elementu? - spytał podekscytowany całą rozmową.

Sczęśliwy, że znalazł się ktoś kto zna tyle odpowiedzi. Jego głowa pękała już od hipertrofii uzyskanych informacji, rozejrzał się po lesie pogrążonym w mroku, zatrzymał wzrok na promieniach księżycowego światła przebijającego się przez korony drzew. Zaciągnął się nocnym powietrzem, opuszkami palców dotknął ziemi na którą zaczął powoli siadać. Przez parę sekund, siedział podziwiając otaczające go piękno, wsłuchując się w szepty dochodzące z drzew ludzkich świadomości. Wyznania miłosne, śmiech, ciepłe słowa, śpiew, okrzyki radości i wzruszające westchnienia. Wsłuchiwał się w świat, czując go całym sobą, była w nim jednak obawa, że to może ulec zmianie i niedługo przyjdzie czas kiedy będzie musiał o tym zapomnieć i znów cierpieć. Oczekiwał odpowiedzi...

- Musisz wiedzieć, że w tym wszechświecie istnieje najczystsza i najprawdziwsza równowaga chłopcze. Dosłownie każda dziejąca się tu rzecz, ma swoje odbicie. Każde cierpienie ma swoje szczęście, każde łzy mają swój śmiech, miłość ma nienawiść, ciepłe słowa mogą być zamienione na słowa które ranią, śpiew ma ciszę. Sedno w tym, żeby wierzyć w tę równowagę, by czerpać z tej lepszej, czasami drugiej strony. Uśmiechając się do dnia, przyjąć wszystko co ma do zaoferowania i jeszcze wyciągnąć z tego naukę. Sekunda w której żyjemy jest jedyną daną nam przez los, dlatego więc przez tą sekundę musimy się uśmiechać i szukać odpowiedzi ten jedyny raz. To ta świadomość, pozwala na odnalezienie właściwej drogi. Zrozumiałeś mnie? - skończył zasapanym głosem starzec.

Lecz chłopiec tylko zamknął oczy i powoli kładąc się na plecy, patrząc ponad drzewa, gdzieś głęboko w niebo pomiędzy gwiazdy powiedział:

- Jesteśmy pyłkiem z garści pyłu, który wyrzucono miliony światów temu. Czemu w tej sekundzie, nie potrafimy się uśmiechnąć i docenić nasze szczęście? Przecieram oczy i w końcu widzę swoją ścieżkę... Dziękuje, Że Żyję! - wykrzyknął w nocne niebo.

 

 

Całość zainspirowana rozmową z Irkiem, razem z nim i dzięki niemu złożone w całość.

"Celuj w księżyc, bo nawet jeśli nie trafisz, będziesz między gwiazdami."


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

Pył i powietrze.

sobota, 31 lipca 2010 1:46
W nieskończoności planet, wśród pustki zimnego kosmosu, gwiezdnego pyłu i wiecznego wszechświata, żyjemy MY.
Ludzie, tak mikroskopijni i malutcy, tak mało znaczący dla przebiegu reszty świata, że można by powiedzieć - niepotrzebni. Sczycimy się sobą, to nasza cecha, jedna z wielu które klasyfikują nas jako ludzi, jest jeszcze niezliczona ilość dokonań i odkryć, wynalazków, religii, poezji, muzyki, kultury i wszystko inne czego potrafimy dokonać tylko MY. Ale przecież jesteśmy niczym, sekundą w zegarze otaczającego nas świata. Jesteśmy pyłem i powietrzem, rozedrganym uczuciami, napędzanym marzeniami i nadzieją na lepsze jutro. Potrafimy czuć, potrafimy współczuć, potrafimy rodzić i potrafimy zabijać. Siedzi w nas tak wiele prymitywnych sprzeczności, że sami, jako jedyne stworzenia na ziemi szukamy odpowiedzi na pytanie "Kim jesteśmy i po co tu jesteśmy?" - naiwne z nas stworzenia, to prawie tak jak byśmy mieli nałożony w życiu cel, jak byśmy byli dla reszty świata czymś ważnym i koniecznym do istnienia, jak dla nas tlen i parę innych pierwiastków.
Zabawni w swej prostej naturze, naśladujemy i odtwarzamy to czego ludzkość się nauczyła przez wieki pobytu na tej planecie. Samolubni i egoistyczni stawiamy siebie w centrum, nad nami czuwa jedynie jakiś bóg, dla każdego inny w sumie do wyboru do koloru bo i w bóstwach możemy przebierać. To kolejny znak egoizmu, wrodzonej maniery, że jesteśmy na tyle ciekawi i na tyle interesujący oraz potrzebni, że zainteresował się nami bóg, stworzyciel tego całego bałaganu zwanego ŚWIATEM!

Pył i powietrze, cienie i oddechy, tym są nasze krótkie i przepełnione cierpieniem życia.

Pękające iluzje i złudzenia boleśnie ranią, zranieni opatrujemy się nadzieją i nowymi złudzeniami. Błąd! One także przecież kiedyś się rozpadną.
Czy wyzbył się ze mnie cały romantyzm? Czy pałam wzgardą do życia i ludzi? Czy mam resztkę tlącej się nadziei, że każdy dzień może przynieść jakąś diametralną zmianę która spowoduje, że mój pogląd na to wszystko się zmieni? TAK.
Mimo wszystko, w swej małostkowości pozostałem człowiekiem, bo mam nadzieję, nie dwie ręce i nogi, nie para oczu i mózg, nawet nie zdolność mowy czyni nas ludźmi, robi to nadzieja.
Są rzeczy za które warto żyć, a jeśli takich nie widzimy to zawsze są rzeczy za które warto umierać. Gdy dojdziemy do momentu w naszym życiu, gdzie znajdziemy jedno lub drugie to rodzi się w nas nadzieja. Jest jak prostytutka, składająca pocałunki na naszym pozbawionym sensu i celu ciele. Łasa na nagrodę, wzgardza tymi którzy nie są w stanie jej nic oddać, tymi którzy nie mają portfela wypchanego poświęceniem. Na tym opiera się przyroda prawda? Dajesz coś, by uzyskać coś wzamian, choć nie zawsze tak jest.
Czy takie noce jak ta, przyprawiają mnie o dreszcze i odbierają chęć do dalszej egzystencji? - Tak. Czy boję się poranka, bo wiem, że obudze się tak samo samotny i zagubiony jak teraz jestem? - Tak, boję się. Zadajcie sobie to pytanie, twierdzące odpowiedzi będą oznaczać, że straciliście coś w życiu, że spotkało was cierpienie. Wiecie co jeszcze będą oznaczać? Że żyjecie nadzieją, że doceniacie ludzi i wydarzenia które was spotykają, że pomimo aktualnego stanu martwicie się o to co z wami będzie i chcecie to zmienić.

Dążyłem do prawdy, całe życie staram się do niej dążyć, ale oczy przysłaniają mi uczucia wymieszane ze sobą jak drink z Las Vegas. Są piękne i cudownie jest się napić takich uczuć, z każdym łykiem rozkoszować się smakiem życia, takiego życia jakie widzimy po wypiciu tego koktajlu. Czystego, bez cierpień i negatywnych emocji, jeśli jednak zamkniemy się w tym co czujemy teraz i nie spojrzymy na realia otaczającego nas świata, czy też wszechświata to jedyne co nas spotka to potężny kac i ból głowy.

Podpisano: Korespondent z dziewiątego kręgu piekła.

"Co mam począć? Stanę się zgorzkniały i stracę zaufanie do ludzi, bo zawiódł mnie jeden człowiek. Będę ział nienawiścią do tych, co odnaleźli swoje skarby, bo ja sam nie dotarłem do mojego. I zawsze będę dbał tylko o tę odrobinę, którą posiadam, bo jestem za maluczki, by mieć cały świat."
Podziel się
oceń
1
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Przebudzenie.

czwartek, 15 lipca 2010 4:11
Czego tak naprawdę oczekuje od życia? Co jest moim celem i co jest moim sensem? Jest już bardzo późno a ja po dzisiejszej dawce informacji naprawdę mam dość jakichkolwiek rozmyślań, jednak są sprawy których po prostu człowiek nie opanuje. Potok myśli i hipertrofii jaką czuje, staram się wylać w jakiekolwiek zajęcie, ale bezskutecznie. Jedyne czego się teraz bałem to - pisanie, bo wiedziałem, że nie ukryje myśli przed migającym kursorem na monitorze.

Bardzo, ale to bardzo lubimy oszukiwać siebie, wpychać w nasze głowy myśli i fakty które tak naprawdę są tylko tępą pożywką dla naszego ego.
To miasteczko mnie dobija, zamiast pocieszać swoją małostkowością i beztroską, nieustannie dobija mnie wszystkim co w nim najgorsze. Nie wytrzymam w nim, duszę się, mam dość tych miejsc i ludzi którymi ono przymusowo mnie otacza. Czasem czuje się jak atakowany zwierz, przez hipokrytów i pozerów bez twarzy. Atakowany przez tych, dla których uczucia ludzkie to tylko zwykła piaskownica, pozbawiona sensu zabawa. Może ja biorę to nazbyt poważnie? Może oczekuje zbyt wiele? 

Kiedyś byłem inny, byłem optymistą dla którego wszystko ma jakieś pozytywne zakończenie. Dziś już takich zakończeń nie widzę, może przez to w nie nie wierzę?
Mój pesymistyczny realizm, nakazuje mi widzieć świat takim jakim on naprawdę jest, a może trochę gorszym? To przecież dobrze widzieć coś gorszym niż jest, w zetknięciu się z prawdą zawsze doznajemy mniejszego zaskoczenia i żalu, mniejszego, ale zawsze jakiegoś.

Wiesz, już myślałem, że znalazłem sens i cel, żeby to był pierwszy raz kiedy tak myślałem, jednak w swojej naiwności uwierzyłem w osiągalność marzeń i tu popełniłem błąd. Zapomniałem do czego służą marzenia. To skomplikowany mechanizm, marzymy o czymś tylko po to, żeby te marzenia nigdy się nie spełniły - to tak zwane nierealne marzenia - bo o czym będziemy marzyć jeśli się spełnią? Dlatego dzielimy nasze pragnienia na dwie grupy, a raczej robimy to podświadomie - na te, które da się zrealizować i te niemożliwe - problemem jest rzeczywiste uświadomienie sobie które to które, tak aby potem nie pogubić się w tym wszystkim. Realnym marzeniem jest na przykład posiadanie rodziny, szczęsliwej dodajmy do tego, dlaczego to jest realne marzenie? Bo pomimo przeszkód, rodzinę założyć można zawsze, rodziną można nazwać zupełnie obcych ludzi a uszczęsliwienie ich jest zależne wyłącznie od nas samych. Nierealnym marzeniem jest na przykład odwzajemnienie uczuć jakimi dażymy inną osobę, dlaczego? Bo uczucia to sprawa indywidualna, nie od nas zależy czy ktoś do nas coś czuje czy też nie. Nie mamy wpływu także na zmiany pogody, układu planet czy biegu czasu, ale myślę, że to już wiesz. Tak samo jest z uczuciami, często rzucamy na wiatr mocne słowa, na tyle cięzkie, że zapominamy iż nawet wiatr ma jakąś maksymalną siłę nośną. Wtedy dowiadujesz się, że istnieją odczucia których słowami wyrazić się nie da. Tak jak marzenia których spełnić nie możemy.

Co mną kieruje do osiągnięcia nieosiągalnego? Dlaczego sam wybieram drogę która wcale nie jest łatwa? Przecież to bez sensu podejmować walkę znając wynik, to tak samo jak bym położył się na torach i leżąc czekał na przejazd pociągu. Wiem, że to nastąpi, nie wiem kiedy, ale wiem czego się należy spodziewać. Czy to daje mi jakąś przewagę? Musisz zrozumieć, że to nie daje mi żadnej przewagi, bo znam cel, bo nie mam nadziei i dlatego nieświadomość jest błogosławieństwem.

Kolejna drastyczna noc i znam jej powód, kolejny bezlitosny dzień i znam jego cel. Od teraz znam już każdą moją najbliższą decyzję, każde wypowiedziane słowo i wcale mnie to nie cieszy. Gdybym tylko jeszcze nie żałował, że człowiek musi czuć jak człowiek było by mi łatwiej.

Teraz zastanów się, czy decyzje które podejmujesz są słuszne, czy są dobre dla Ciebie a nie dla innych, czy jedyne co po nich zostanie to żal?

Wszystko ma przyczynę, wszystko ma skutek.
Zastanów się, czy tak jak ja, nie pomyliłeś nieba z gwiazdami odbitymi nocą na powierzchni stawu?

---Całe życie wierzyłem, że kiedyś nadejdzie dzień.
Który spłoszy wszystkie te chmury, który zdławi cień.

Cały świat drży już w posadach, wszystko wali się.
Na pustyni deszcz zaczął padać, czy ktoś o tym wie?

Ciągle śnie i błagam wciąż, by spelnił się ten sen.
W którym na wszystko jest sposób, sen w którym kochasz mnie.

Lecz wszystko trwa i zjada swój ogon, historia powtarza się.
Bo wszyscy chcą złapać szczęście, aby wnet stracić je.

Jak wybrac mam spośród setek dróg, która dobra jest?
Myślę, że posłucham dziś serca, ono zawsze wie.

Wykrzycz głośno to o czym myślisz!
Nie obawiaj sie.
W końcu to o czym śnisz
Kiedys spełni sie!

Znałem kiedyś człowieka który mówił, że
Wszystko wokół to proch i pył
Nic nie liczy sie!

Teraz wiem że on miał racje...
...Bo przypominał mnie.---
Podziel się
oceń
1
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

Skarga wyrzutka.

wtorek, 22 czerwca 2010 23:14
Jak kontrolować to co do mnie dociera , wbija się we mnie, zmienia mnie, zostawia trwały ślad?
Jak trzymać z daleka od siebie to wszystko co wykręca moje życie i myśli. Czuję się bezbronny, jak otwarta rana narażony na infekcje i zatrucia. Osaczają mnie hasła, informacje, prawdy, zasady i świętości i tak boleśnie czuję, że odstaję, że nie pasuję.
To wszystko wiem tylko ja. Na zewnątrz, wciąż ten sam wpasowuję się, doganiam, zmieniam całego siebie, jestem zesztywniały ze strachu. Czuję, że pierwsze uderzenie, które nadejdzie rozbije mnie na części jak porcelanowy dzban i żadna siła mnie nie pozbiera. Przyklejony uśmiech, nienaturalny krok, fałszywe gesty - oni cały czas mnie obserwują, oceniają i jednym słowem mogą zrobić ze mną wszystko.
Bezsilność pojawia się najczęściej. Wiem, że mnie okradają, wysysają moje soki, wykorzystują.
Mała część chorego systemu - wymienialna w każdej chwili do zastąpienia przez nowy model. Posłuszny, oddany, przekupny i służalczy.
Chcę wyrzucić z siebie to wszystko. Wszystko co wiem. Miliony niepotrzebnych pojęć i połączeń, słowa, które określiły i na zawsze ułożyły. Zablokowały myśli na wiele długich lat.
Mój bunt jest świadomy i bolesny. Czuję go całym sobą, rozdziera mnie na części - to stan wojny i chaosu. To tworzenie siebie od nowa, ucieczka i powrót, nienawiść i miłość.
Kim jestem? Tak często czuję się nikim i wszystkim jednocześnie. Niewolnik w wirtualnych kajdanach - nie widzę ich, ale czuję. Zrywam, aby zaraz dać sobie zapiąć nowe. Dlaczego tak często źle o sobie myślę, gardzę sobą i wstydzę się siebie. Wiecznie porównuję, analizuję, rozgryzam - pierdolone szaleństwo, kto to stworzył?
Kim są Ci, których nie widzę, Ci których oddech czuję na plecach. Szybko, szybciej - nie obracaj się, biegnij, patrz przed siebie, nie pytaj. Czerń, biel, czerwień, tysiące kolorów, imion i nazw.
Czuję się wolny do momentu kiedy linia mojego życia natrafia na zimny mur wtedy plącze się i ze strachu chowam się w sobie na wiele długich dni i nocy. Są ciągle takie miejsca, które znam tylko ja.
Jestem naiwny, prosty, infantylny i pierdolę to, że tak nie wypada, że to nie na miejscu. Szukam naturalnego stanu. Wolność, chaos, niewiedza i pustka i tylko nie patrz na mnie nigdy więcej w ten sposób.

Jestem czymś co było, co jest i co będzie. Jestem jedyną rzeczą stała. To czego chwytam się w chwilach ostatnich jest głęboko we mnie. Nigdy tego nie poznasz, nie dotkniesz, nie ujarzmisz. To jest druga strona - niewielu tam przechodzi.
O sobie wykrzykuję infantylne i srogie prawdy, opisuję się najgorzej jak potrafię, czyli szczerze i prawdziwie. Wyrywam swoje serce z własnej piersi, własnymi rękoma.
Odstaję od tysiąca huśtających się trzcin, jestem bardziej łamliwy, bardziej dojrzały przez co słabszy. I gdy nikt nie słucha i ja tracę słuch, gdy nikt nie widzi tak piszę o sobie:

Głuchy, ślepy i od krzyku wnętrza pozbawiony strun głosowych.
Niezależnie uzależniony od zależnej mowy, taki stary a prawie jak nowy.
Rozpadam się, kołyszę jak skoczek linowy.
W nocy szarym krukiem, wypłukuję czerń, w dzień kolorowy.
Tysiące myśli płynie przez mojej duszy sito, nietknięte codziennością.
Plączą się, łkają jak by je z tropu zbito.
Chamski gdy nie trzeba, romantyczny kiedy zechcę.
Zaburzenia emocjonalne, kłamliwe spojrzenia, jestem?
Może mnie nie ma? To i tak się nie liczy.
To nic nie zmienia.
Piszę o sobie, rozmyślając o innych.
Nie pojmuję czym jest wina, niewinności jednak szukam w cudzych sumieniach.
Powszechnie zapatrzony w obraz zamglony.
Ostrością w tym rozmytym świecie są zmysły, każdy z nich szalony.
Słucham tylko bicia serc, więc jestem ogłuszony.
Widzę tylko myśli, wzrok z rozumem pomylony.
Węsze tylko kłamstwa, oszczerstwami przestraszony.
Dotykam tylko słów, pokrytych bliznami, pokaleczony.
Smakuję ludzkich uczuć, więc jestem zniesmaczony.
Pogubiłem się niewybaczalnie i przymieram głodem.
Zjadam polne kamienie i ogrzewam się chłodem.
Kocham znienawidzonych, odrzuconych przez schematy.
Oblewam ich miłością, zamiast czuć na raty.
Kłamię tylko wtedy, kiedy trzeba mówić szczerze.
Mówię: "Jestem Bogiem!", chociaż sam w to nie wierzę.
Zawodzę tylko tych, którzy mnie nie zawiedli.
Nieznośny raz w tygodniu, od poniedziałku do niedzieli.
Nie posiadam już niczego, więc rozdaję siebie.
Brakuje mi kawałków, kiedy jestem w potrzebie.
Jestem chudy i kościsty, lecz wypełnia mnie zwątpienie.
Napuszony wręcz, nadzieją, że kiedyś ludzi zmienie.
Byle nie w siebie! Byle nie w siebie!
Bo najniżej cenię siebie, dziś już JA nie jest w cenie.
Nie chcę zmienić ich w potwory, jak wyglądał by świat?
Dumny z siebie, napstroszony, oschły.
-Brat!? Nie brat! Zabij, świat to kat!

Ziemia pusta, a na niej same cienie.
W perzynę się obróci, tak świata nie zmienię.
Rozdzierający krzyk pomsty i rozpaczy.
Oto czym jestem! Wszystkim i niczym, jednocześnie.
Paradą paradoksów, durną sprzeczością.
Synem marnotrawnym o połowiczenj połamanej duszy.
Rosą na polanie, co za chwilę się osuszy.

Herezją i świętością, dogmatem i skargą, wielbicielem szczęścia i posłańcem katuszy...

Podziel się
oceń
1
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

O przeznaczeniu i ludzkiej naiwności słów kilka.

wtorek, 08 czerwca 2010 0:27
Chwalmy wolność umysłu!

Los, przeznaczenie, fatum, coś co musiało nastąpić i takie tam...
Wielu pokłada nadzieję, że coś takiego istnieć musi, coś co z góry przesądza o nas i naszym losie. Nasze dokonania, sukcesy a przede wszystkim błędy tłumaczymy zgrabnym zdankiem " Tak musiało być", wygodne prawda? Jednak weźmy na warsztat całą tą felerną sprawę z przeznaczeniem i wyrokami opatrzności. Co tak naprawdę skłania nas do wiary w z góry ustalony przebieg wydarzeń? Dlaczego sądzimy, że to co nam się czasami przytrafia musiało być gdzieś "zapisane" i niezależnie od naszych poczynań to wydarzenie i tak by nastąpiło? Może to nasz własny instynkt, podpowiada, że właśnie takie a nie inne wytłumaczenie jest najwygodniejsze? To absurdalna hipokryzja myśli o ile coś takiego może zaistnieć. Czy nasze myśli a w konsekwencji czyny mogą być z natury samolubne i hipokrytyczne? Jeśli tak, to właśnie teraz powinny bronić się z całych sił przed tym co napisałem, a tak nie było. Co więc tak naprawdę kryje się za tym całym przeznaczeniem? Kończę z pytaniem i zaczynam udzielać odpowiedzi, co prawda wymyślanych na gorąco. Słyszał ktoś o efekcie motyla? Kiedyś jakiś Chiński filozof użył bardzo rozbudowanej metafory ( w chińskim musiała zajmować z 4 strony papirusu ) powiedział, że nie znosi motyli, świat jest bowiem szeregiem dziwnych zależności tak ściśle ze sobą powiązanych, że trzepot delikatniejszych niż jedwab motylich skrzydeł może wywołać burzę gdzieś w głębi kraju. Facet musiał być dość mądry bo potem ten motyw przewijał się w różnych amerykańskich kinowych produkcjach. To tak zwany efekt motyla, moim zdaniem rozwiązanie całej zagadkowości przeznaczenia i naszego losu. Wróżki, wieszcze, jasnowidze - "przepowiadają" przyszłość jednak opierając się na "efekcie motyla" wszystko to jest gówno warte. Schemat jest prosty Przyczyna - > Skutek, nie wiem czy cokolwiek jest w stanie coś zmienić w naszym życiu oprócz nas samych i otaczających nas okoliczności. Każdy mały ruch, każda drobinka naszych myśli czy działań ma powiązanie z tym co się wydarzy w przyszłości. Jak śpiewał już dawno martwy Magik, Katowicki hip - hopowy mistrz ( Polski mistrz ? ) "Hierarchia wartości[...] Przyczynowo skutkowe zależności". Dokładnie! Wszystko co ma przyczynę ma też skutek i tu jest kot pogrzebany, dokonujemy wyborów nie wiedząc czy są słuszne czy może nie. Potem ubolewamy nad naszym losem mówiąc, że to zasługa przeznaczenia i to ono nas krzywdzi, przeznaczenia lub Boga, jak kto woli. Tym samym nie myśląc o tym co zrobiliśmy wcześniej, o łańcuchu naszych niepowodzeń i złych decyzji usprawiedliwamy siebie i obmywamy ręce. Gdy spotka nas sukces to co wtedy? TO TYLKO NASZA ZASŁUGA, chełpimy się naszym talentem i szczęściem które rzekomo nas spotkało czy coś w tym rodzaju...

... co nam z wiedzy, że sami sobie jesteśmy winni? Co nam po efekcie motyla, który trzepotem swoich skrzydeł mógł wywołać 50 tornad w Ameryce? Dochodzę do wniosku, że ta wiedza to brzemię, żelazna kurtyna oddzielająca nas od szczęścia i czystości podobno istniejącego sumienia. Jeśli zastanowimy się nad swoim życiem i przyjmiemy ten wywód za prawdziwy, to okazuje się, że jesteśmy sobie sami winni za kształt jaki przybrała nasza młodość i teraz sami kształtujemy naszą dorosłość. Czy jesteście w stanie nieść taki bagaż odpowiedzialności? Czy może odpowiedzialność za samych siebie i swoje decyzje jest wam obca? Bo jeśli tak, to brak mi słów. Obłuda jaką nas karmią codziennie, manipulacja naszymi myślami a nawet uczuciami to nic w porównaniu z tym, że sami gubimy się w sobie. Widzimy tylko labirynt i dojście do celu, zapominamy żeby wziąć kłębek nici który doprowadzi nas do ewentualnego początku jeśli cel zamierzony nie będzie taki jak oczekiwaliśmy. Exodus jest już niemożliwe, być może pisząc to naruszyłem jakąś komórkę w swojej dłoni która za 10 lat przekształci się w nowotwór skóry, ale co jeśli bym tego nie napisał? Oto kolejne pytanie i zarazem nienormalna zależność, bo o tym jakie ewentualnie lepsze decyzje mogliśmy podjąć, dowiadujemy się już analizując skutki. Dlatego ostrożność i rozwaga na każdym kroku może nic nie dać a jedynie uprzykrzyć nam życie, widać musimy się z tym pogodzić, rozpoczynamy jakąś reakcję łańcuchową której efekty poznamy niebawem. Pluć w brodę możemy sobie po fakcie. Nie sądze jednak, żeby tłumaczenie naszych klęsk i cierpień przez pojęcie losu i przeznaczenia miało jakiś głębszy sens, bo to tak samo możliwe jak to, że Pudzian dorobi się na wyszywaniu kujawskich koronek. Gdybanie na przyszłość zostawmy prorokom, rozmyślenia o przyszłości nie przynoszą sensu skoro nie da się jej zmienić. Zajmijmy się teraźniejszymi decyzjami i priorytetami, aby potem nie narzekać, że los nas skrzywdził wykrzykując w ostatniej chwili życia " O przeznaczenie! Jakieś ty jesteś dla mnie okrutne! Czemuż mnie tak zraniło?" bo to naprawdę nie ma sensu. Jak z resztą większość tych pogmatwanych przekonań.

Wygrzebałem coś mojego, a jakże! Stare ale tematycznie pasuje. A teraz Dobranoc... przepraszam, że tak zanudzam i przedłużam.

"Przeznaczenie"



Jak ogród wiosenny zakwita różami

Tak nasze życie usłane wyborami

A wybór jak ogień lub płomień rażący

Popiół i dym ze soba niosący

Spala mosty przez nas nie wybrane

Zatraca łzy od zawsze wylewane

Naszym wyborem jest radość lub smutek

Lecz pamiętaj - co przyczyne ma, ma tez skutek

Wybierz więc smutek by dławić się radością!

Żyj w świetle dnia by zakryć się ciemnością!

Wszystko co młode przesiąknie starością....

Co pełne nienawiści nasyci się miłością...

Bo liczy się to co dasz i co bierzesz

Liczy się to... czy dobrze wybierzesz?

Ponad wszystko wybieraj to co serce każe

Bo wybór serca razem ze szczęściem idzie w parze

Wybieraj rozsądnie bo dróg jest nie mało

I nie odstanie sie to co raz się już stało

Lecz na tym świecie są rzeczy których Ja nie zmienie...

Jak piękno dnia, jak blaski i cienie

Jak radości i smutki, Jak gwiazd iskrzenie

I wiesz co jeszcze? Marzeń nie zmienie

I niezależnie jakimi wyborami...

Nie zmienie tego co jest między nami

Reszta z wyboru- przyczyne ma i skutek...

I wiesz co?

Na tą trucizne nie ma już odtrutek

A Ja?

W dzień pełen słońca wchodze w uliczke ciemną

A mój wybór?

Biała kartka przede mną

I pióro w dłoni, nic mnie tu nie trzyma

I nic mnie nie goni

Zamknięty w świecie wyborów - słabości -

Wiesz o czym myślę?

Myślę o Miłości

Że...

Że Miłośc jest inna

Miłości nie zmienie

Miłośc to nie wybór

...To... Przeznaczenie...
( Kurcze, jakie ja kiedyś miałem rymy, pożal się... no nieważne, pożal się. )
Podziel się
oceń
1
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Pseudo, pseudo, uczuć giełdo!

wtorek, 01 czerwca 2010 23:51
Nikt nie pyta choroby, jak się z niej wyleczyć.
W całym tym poplątanym logarytmie naszego życia, gubimy się szukając "iksów", ale tak naprawdę po co? To tak samo bezcelowe jak matematyczna metafora tworzona przez taki mózg jak mój. Przecież ja do cholery nawet nie wiem co to są logarytmy...

... mówią mi, że wszystko da się opisać, wmawiają, że świat jest ułożony - znaczy się, ma swój rytm i porządek - gówno prawda. To oni widzą porządek w tym chaosie, jednak samego chaosu nie dostrzegają. Te wszystkie afery, poruszenia, wiązanki uczuć, żale, przebaczenia, konflikty, "uczucia na pokaz" to swoisty świat na opak. Nic nie jest na swoim miejscu, chociaż wielu nie wyobraża sobie, że coś mogło by zmienić aktualne położenie. Przypuszczam jednak - co dołuje mnie coraz bardziej - że świat i ludzie ( bo to ponoć oni są ŚWIATEM ) byli tacy od zawsze, w swoim zapartym egoizmie posunęliśmy się już tak daleko, że nawet jeśli chodzi o naszą głupotę i destruktywność względem otoczenia uważamy się za najlepszych. To nie jest już zdrowe, rozumiem egoistów którzy widzą siebie w centrum pozytywnych uwag i opiewani własną pychą czczą siebie niczym figurkę na rozdrożu. Żeby jednak twierdzić, że to nasze czasy są najgorsze, że to my możemy być " dumni " bo oto nastał czas anarchii i bezprawia i to nasze pokolenie jest najdurniejsze? Lekka przesada, moi drodzy mieszkańcy planety Ziemia, może i was zawiodę, nie jesteśmy najgorszymi ludźmi dotąd powiniętymi, nie jesteśmy najbardziej śmierdzącą kupą gnojówki na polu historii. Cóż nie jednego pewnie zawiodłem, bo chociaż w tym moglibyśmy być najlepsi.

Od zawsze uważałem ten padół łez, za coś niedorzecznego, coś totalnie zepsutego i chociaż nie mam IQ 165 ani lotności bystrookiej Dody, widziałem tu tylko cierpienie, żal do Boga za to, że opuścił swoją piaskownicę i zamknął na kłódkę placyk zabaw, widziałem zniechęcenie, egoizm, przemoc, zepsucie, naiwność, słyszałem płacz, krzyk, brudne, szare ulice i nieskładny poszarpany gwar biegnącego do nikąd tłumu.
Taka perspektywa wydawała się prosta, powierzchowna i jak zabawa w skojarzenia, widząc moje miasto lub kulę ziemską na obrazku właśnie to nawinęło by mi się na język. Jednak taka psychologiczna gierka i nedzne spojrzenie na świat, minęło z momentem kiedy poznałem znaczenie słowa " perspektywa" - dość awangardowe słowo - otóż, podobno patrząc na coś z innej perspektywy możemy wady - zamienić w zalety. "A to fart!" - pomyślałem, może teraz zobaczę kolory, świat, pełen tęczy, motylków, zielonych łąk itp. Nic z tego moi drodzy! Ta cała perspektywa nie podziałała, ale już wiem na czym polegał mój błąd. Wiem na czym polega błąd wielu z nas, staramy się dostrzec coś czego nie ma, zamiast patrzeć się na to co jest przez różne pryzmaty. To tak jak z czarno-białym telewizorem. Kiedy byłem mały i mama wysyłała mnie na noc do babci, zawsze cieszyłem się, że będe mógł pooglądać czarno-białą telewizję. Stary telewizor, firmy nie pamiętam, dawał na to wszystko fajne spojrzenie, takie przygaszone. Oto jak powinniśmy najpierw spojrzeć na świat! W czeni i bieli, ze stoickim spokojem przyjąc te wszystkie odcienie szarości i udokumentować to co zakłócały by nam ewentualne barwy. Taki świat, po dłuższym czasie wydaje się być negatywny, dokładnie tak jak pisałem wyżej, przepełniony wadami. Kiedy czarno-biały obraz mi się nudził, szedłem na strych i wyjmowałem stare, duże ( wielkości prawie całego kineskopu ) kolorowe przeźrocza. Nawet nie wiem do czego były, ale razem z dziadkiem nakładałem je na kineskop, pojawiły się złudzenia kolorów, bawiłem się, najpier jednolite ( wszystko czerwone ) potem mieszane. To było właśnie takie zabawne, kontrola nad postrzeganiem wszystkiego. Świat w kolorach, czyli rozkrajając tę metaforę, świat z różnych perpsektyw, ale nie myślowych! Tymi "przeźroczami" które nadają różnych kolorów są... ludzie. Każdy jest inny, każdy nadaje inną barwę i zmusza do innego spojrzenia na świat. Perspektywa, myślę że tu znalazłem odpowiedź na nie zadane pytanie, nie jest tokiem myślenia i punktem widzenia, to ludzie dzięki którym patrzymy na świat inaczej. Nie liczy się ten kto stoi i utwierdza nas w przekonaniu o zgnojeniu się rasy ludzkiej i dążeniu do autodestrukcji, to widzimy sami - liczy się ten kto pokaże, że świat może być inny. Udowodni, że jesteśmy potrzebną widownią w teatrze która może wejść w każdej chwili na scenę i odegrać własny akt. W dowolnym kolorze...


Na dzisiejszy myślowy warsztat, wziąłem też sprawę otwartości, prawdy i tajemnic. Obawiam się jednak, że jestem zamkniętym w sobie kłamcą który nie ma żadnych tajemnic... no nie, aż tak zły to chyba nie jestem.
Na serio, otwartość ludzka jest kwestią sporu, jedni mogą wylewać łzy i uwydatniać nieszczęścia oraz swoje utrapienia przed byle kim - to ci którzy lubią cierpieć.
Dlaczego? Bo ufają innym tak samo jak sobie, cały dowcip polega na tym, żeby nie do końca ufać sobie, wtedy jesteśmy w stanie otworzyć się stopniowo przed kimś kto otwiera się przed nami. Czemu musimy raz na jakiś czas coś z siebie "wylać"? Może dlatego, że jesteśmy właśnie jak te pełne szklanki, gdy już się z nas wylewa to albo utoniemy albo odrobinę przelejmy do innej. Jeśli jeszcze jako tako widzimy przez zalewające nas łzy, dobrze jest wybrać szklankę która nie jest do końca pełna, chyba nie chcecie topić innych prawda?
Do sedna! Nie jestem otwartym człowiekiem, nie jeśli chodzi o najbardziej dotkliwe sprawy, mało mówię o tych sprawach osobom które naprawdę zasługują na odrobinę szczerości z mojej strony. To absurdalne i złe, tak wiem. W życiu jednak oprócz układu trawiennego i pijanego kierowcy taksówki kieruje nami jeszcze jadna rzecz... STRACH. Tak to on, odwieczny towarzysz ludzi, coś co ma nas obronić ale coś czego się boimy. Bo czy boimy się, że nie zdamy z klasy do klasy? Ataku ze strony rozjuszonych fanów Justina Biebera, czy może boimy się samego strachu? JA boję się tego uczucia, że kiedy już coś powiem i moje struny głosowe przestaną drżeć to zapadnie klaustrofobiczna cisza w której zacznę się dusić i uświadamiać sobie, że od tego co powiedziałem nie ma już ucieczki. Mam ten strach w sobie, boję się nieodwracalności moich słów. Zmian jakie przyniosą w moim życiu, obawiam się najbardziej, bo jeśli będzie bardzo źle... to rozładuję się jak bateria, najchętniej w pobliskim pilocie od starego telewizora.

Niekiedy lepiej milczeć, bo żal zawsze jest żalem, nieważne w którą stronę sie skieruje.
Brak wiary w siebie, w tym przypadku bark mojej wiary we mnie samego powoduje coś w rodzaju zamknięcia się w klatce przez którą mogę wyciągać ręce i przez którą mnie widać, ale wiem, że już nigdy do nikogo z zewnątrz nie zdołam się przytulić.

To pisałem JA, po bardzo długiej przerwie... miłej nocy.
Podziel się
oceń
1
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

niedziela, 24 września 2017

Licznik odwiedzin:  7 277  

O mnie

GG:1287977
E-mail: kamesik92@tlen.pl lub kamesik92@o2.pl
Telefon: 502040331

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Czasomierz

« wrzesień »
pn wt śr cz pt sb nd
    010203
04050607080910
11121314151617
18192021222324
252627282930 

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 7277

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl